Musiało upłynąć sporo czasu, zanim zrozumiałam, że zmęczenie nie jest objawem słabości. Bo przecież jak jestem zmęczona, to się poddaję, co nie? No nie.
Przez długi czas wydawało mi się, że zmęczenie to coś, co należy pokonać. Że jeśli mam jeszcze coś do zrobienia, to trzeba zacisnąć zęby i działać. Że odpoczynek można sobie zafundować dopiero wtedy, gdy wszystko będzie zrobione.
A wiadomo, jak to jest z tym „wszystkim”. Zawsze znajdzie się coś jeszcze.
Zmęczenie traktowałam trochę jak przeciwnika. Coś, co przeszkadza mi w realizowaniu planów, spowalnia, odbiera energię. I oczywiście najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie istniało.
Tylko że istnieje.
I w końcu dotarło do mnie, że zmęczenie to po prostu zmęczenie.
Nie muszę udowadniać, że daję radę
Nie wiem, czy to kwestia wychowania, doświadczeń, czy może zwyczajnie przyzwyczajenia. Ale mam wrażenie, że wiele z nas nauczyło się funkcjonować na zasadzie: dam radę, jeszcze tylko to, jeszcze tamto, a potem odpocznę.
I tak mijają kolejne dni.
Potrafimy być zmęczone, ale nadal działać. Potrafimy nie mieć ochoty na nic, a mimo to wypełniać kolejne obowiązki. Potrafimy odkładać własne potrzeby na później, bo przecież inni też czegoś od nas potrzebują.
Tylko czy naprawdę musimy za każdym razem udowadniać, że jesteśmy niezniszczalne?
Nie muszę być zawsze w formie. Nie muszę mieć energii na wszystko. Nie muszę też tłumaczyć się przed sobą z tego, że któregoś dnia zwyczajnie nie mam siły.
Czasem jestem zmęczona.
I tyle.
Zmęczenie to zmęczenie
Nie ma o co robić afery.
Nie trzeba od razu analizować, czy to oznacza, że jesteśmy mniej ambitne, mniej zaangażowane albo że coś z nami nie tak.
Zmęczenie jest częścią życia. Czasem wynika z intensywnego dnia, czasem z nadmiaru obowiązków, czasem z tego, że przez dłuższy czas dawałyśmy z siebie więcej, niż miałyśmy do dyspozycji.
I nie ma w tym niczego wstydliwego.
Zamiast złościć się na siebie, że nie mamy siły, może warto zwyczajnie przyjąć ten fakt. Zrobić mniej. Odpuścić. Przesunąć coś na jutro.
Świat się nie zawali, jeśli dziś nie zrobimy wszystkiego.
A jeśli się zawali, to może jednak nie dlatego, że nie wyprasowałyśmy prania.
Bądźmy dla siebie trochę bardziej wyrozumiałe
Szczególnie dla siebie samych.
Bo potrafimy być naprawdę bezlitosne. Dla innych mamy zrozumienie, cierpliwość i gotowość do pomocy. Ale kiedy same jesteśmy zmęczone, zaczynamy sobie wyrzucać, że mogłyśmy zrobić więcej.
Że może za mało się staramy. Że może trzeba było lepiej zorganizować dzień. Że inni jakoś dają radę.
Tylko po co?
Nie znamy wszystkich okoliczności życia innych ludzi. Nie wiemy, ile mają energii, jakie wsparcie, z czym się mierzą. A nawet jeśli ktoś ma więcej siły niż my, to nie oznacza, że musimy dorównać mu za wszelką cenę.
Każda z nas ma swoje tempo.
I może warto w końcu przestać traktować odpoczynek jak nagrodę za dobrze wykonaną pracę.
Ale jest coś, co naprawdę mnie irytuje
Problem pojawia się wtedy, gdy zmęczenie staje się kartą przetargową.
Kiedy ktoś wykorzystuje je do wywierania wpływu na innych. Kiedy z własnego zmęczenia robi argument, który ma uciszyć, zawstydzić albo zmusić drugą osobę do działania.
To taki rodzaj manipulacji, który budzi we mnie złość.
Bo czym innym jest powiedzieć: „Jestem zmęczona, potrzebuję odpocząć”.
A czym innym: „Jestem zmęczona, więc teraz ty musisz zrobić to, czego oczekuję”.
Czym innym jest poprosić o pomoc, a czym innym sprawić, że ktoś poczuje się winny, bo nie spełnia naszych oczekiwań.
Zmęczenie nie daje nam automatycznie racji. Nie jest przepustką do traktowania innych z góry ani do stawiania ich pod ścianą.
I nie, nie chodzi o to, żeby odmawiać komuś prawa do zmęczenia. Chodzi o to, żeby nie robić z niego narzędzia do zarządzania cudzym zachowaniem.
Możemy być zmęczone i nadal brać odpowiedzialność za siebie
Myślę, że właśnie tego uczę się coraz bardziej.
Mogę być zmęczona i powiedzieć, że dziś nie mam siły. Mogę poprosić o pomoc. Mogę odpuścić coś, co nie jest pilne.
Ale mogę też przyjąć, że inni ludzie mają swoje granice, potrzeby i zmęczenie. Że nie zawsze będą mogli zrobić to, czego oczekuję.
I że nie muszę z tego robić osobistej tragedii.
Bo przecież nie chodzi o to, żebyśmy wszyscy byli zawsze w formie, zawsze gotowi i zawsze dostępni.
Chodzi o to, żebyśmy potrafili trochę bardziej po ludzku podchodzić do siebie nawzajem.
A więc?
Zmęczenie nie zawsze jest słabością.
Czasem jest po prostu informacją, że potrzebujemy zwolnić. Czasem przypomnieniem, że nie jesteśmy maszynami. A czasem zwyczajnym skutkiem tego, że życie potrafi być całkiem intensywne.
Nie muszę z nim walczyć. Nie muszę się go wstydzić. Nie muszę też wykorzystywać go przeciwko innym.
Mogę po prostu przyznać: jestem zmęczona.
I może właśnie w tym jest trochę siły.
A Ty? Potrafisz odpuścić, kiedy jesteś zmęczona? Czy nadal masz wrażenie, że musisz najpierw zrobić wszystko, zanim pozwolisz sobie odpocząć?
