Życie nie wygląda jak na Instagramie. Kilka refleksji o social mediach

Żyjemy w czasach, w których codziennie zaglądamy do setek cudzych światów. Widzimy piękne wnętrza, uśmiechnięte rodziny, idealne sylwetki i perfekcyjnie zaplanowane poranki. I choć rozsądek podpowiada nam, że to tylko wycinek rzeczywistości, czasem trudno uciszyć cichy głos w głowie pytający: „Dlaczego u mnie nie wygląda to tak dobrze?”.

życie nie wygląda jak na Instagramie
fot. unsplash.com free licency

Ostatnio trafiłam na zdanie, które zatrzymało mnie na dłużej.

Jeśli uważasz, że jesteś beznadziejną kobietą, mamą, biegaczką, pracownicą, żoną czy człowiekiem – wyłącz social media.

Jesteś wystarczająca.

Uśmiechnęłam się pod nosem.

A potem pomyślałam: kurczę, coś w tym jest.

Bo przecież doskonale wiemy, jak działają media społecznościowe.

Wiemy, że zdjęcia są retuszowane.

Że kadry są starannie wybierane.

Że zanim ktoś wrzuci idealne zdjęcie rodzinnego śniadania, prawdopodobnie zrobił ich dwadzieścia.

Wiemy, że nikt nie pokazuje sterty prania czekającej na złożenie.

Że mało kto nagrywa rolkę po nieprzespanej nocy, kiedy cierpliwość kończy się jeszcze przed pierwszą kawą.

Wiemy, że za pięknymi zdjęciami często stoi zwyczajne życie. Takie samo jak nasze.

A mimo to…

Czasem odkładamy telefon i czujemy się trochę gorsze.

Może mniej ogarnięte.

Mniej zdyscyplinowane.

Mniej atrakcyjne.

Mniej cierpliwe.

Jakby wszyscy wokół jakoś lepiej radzili sobie z życiem.

I właśnie to najbardziej mnie zastanawia.

Dlaczego tak łatwo wierzymy, że cudze najlepsze momenty są ich codziennością?

Przecież same robimy dokładnie to samo.

Nie wrzucamy zdjęcia przypalonego obiadu.

Nie publikujemy kłótni z nastolatkiem o wyniesienie śmieci.

Nie pokazujemy momentów, kiedy mamy wszystkiego serdecznie dosyć.

Chwalimy się tym, co dobre.

Tym, z czego jesteśmy dumne.

Tym, co chcemy zapamiętać.

I nie ma w tym nic złego. Życie nie wygląda jak na Instagramie

Problem zaczyna się wtedy, gdy zapominamy, że oglądamy czyjąś galerię najpiękniejszych kadrów, a porównujemy ją do własnego życia w wersji reżyserskiej.

Ze wszystkim.

Z bałaganem.

Zmęczeniem.

Wątpliwościami.

Rachunkami do zapłacenia.

Niedoskonałością.

I chyba właśnie dlatego media społecznościowe potrafią być tak podstępne.

Nie dlatego, że pokazują piękne rzeczy.

Ale dlatego, że po cichu podsuwają nam myśl:

„Powinnaś bardziej.”

Lepiej wyglądać.

Lepiej wychowywać.

Lepiej biegać.

Lepiej gotować.

Lepiej odpoczywać.

Nawet relaksować się potrafić lepiej.

A przecież życie nie jest konkursem.

Nie ma nagrody za najbardziej estetycznie złożone ręczniki.

Nie ma medalu za idealnie zbilansowane lunchboxy przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku.

Nie ma punktów za bycie kobietą, która nigdy nie traci cierpliwości.

Coraz częściej myślę, że największym aktem odwagi jest powiedzenie sobie:

Moje życie nie wygląda jak na Instagramie

I całe szczęście.

Bo pachnie kawą wypitą w biegu.

Bo czasem kończy się jajecznicą na kolację.

Bo dzieci mają gorsze dni.

Bo zdarza mi się nie pobiec treningu.

Bo bywają tygodnie, kiedy nie mam siły.

Bo śmiejemy się przy stole z głupich żartów.

Bo nie wszystko jest idealne.

Ale za to jest prawdziwe.

I może następnym razem, kiedy po kilkunastu minutach scrollowania pomyślisz, że jesteś niewystarczająca, warto na chwilę odłożyć telefon.

Wyjść na spacer.

Przytulić dziecko.

Zadzwonić do przyjaciółki.

Zaparzyć kawę.

I przypomnieć sobie, że nie jesteś bohaterką cudzego feedu.

Jesteś bohaterką własnego życia.

A ono nie musi wyglądać jak na Instagramie, żeby było naprawdę piękne.

Jeden komentarz

  1. Ja zaglądam tam, gdzie retuszu nie ma. Gdzie w tle wala się sukienka, na blacie stoi szklanka, kot robi slalom między butami na podlodze a po suficie spaceruje okazała mucha. Nie mam czasu na oglądanie podkręconej rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.