Przemijamy. To jedno słowo wybrzmiało w mojej głowie, gdy szłam dzisiaj na cmentarz. Choć rozpaczliwie chcemy zachować stałość w naszym życiu, to przecież tylko pozory. Zmienia się świat wokół nas, zmieniają się priorytety, zmieniają się ludzie, których spotykamy na swojej drodze. I zmieniamy się my sami.
I wiesz co? Niekoniecznie jest to złe.
Rzadko wracam myślami do przeszłości. Nie roztrząsam tego, co było, nie zastanawiam się godzinami, co mogłam zrobić inaczej i jak potoczyłoby się moje życie, gdybym podjęła inne decyzje.
Nie mam na to ochoty. I chyba zwyczajnie szkoda mi na to energii.
Żadnej z minionych chwil bym nie cofnęła, a jednocześnie nie ma takiej, do której chciałabym wrócić.
Przeszłość ukształtowała dzisiejszą mnie. Wszystkie doświadczenia, spotkani ludzie, dobre i mniej dobre chwile. To wszystko miało swoje miejsce. I choć niektóre rzeczy pewnie mogłyby potoczyć się inaczej, nie czuję potrzeby, żeby je dzisiaj roztrząsać.
Z pokorą przyjmuję, że pewni ludzie pojawili się w moim życiu, byli w nim przez jakiś czas, a potem przeminęli. Ot, jak wszystko.
Nie każdy musi zostać z nami na zawsze. Nie każda relacja musi trwać przez całe życie. Czasem nasze drogi po prostu się rozchodzą. I choć kiedyś mogło to mieć dla nas ogromne znaczenie, dzisiaj jest już częścią historii.
Nie mam potrzeby wracać do tych rozdziałów i czytać ich po raz kolejny. Nie dlatego, że były nieważne. Ale dlatego, że już się wydarzyły.
A ja jestem tutaj.
I chyba właśnie to jest dla mnie najważniejsze.
Z ufnością patrzę w przyszłość. Nie wiem, co przyniesie, i nie próbuję za wszelką cenę tego przewidzieć. Mam swoje plany, marzenia i kilka pomysłów, które chciałabym jeszcze zrealizować. Ale nie chcę żyć wyłącznie tym, co dopiero przede mną.
Rozsiadam się wygodnie w teraźniejszości.
Bo tylko ona jest pewna.
To tutaj piję poranną kawę. Tutaj rozmawiam z bliskimi, śmieję się, odpoczywam, czasem się złoszczę, a czasem mam ochotę rzucić wszystko i wyjechać na kilka dni w góry.
To tutaj dzieje się moje życie.
I nie chcę tracić go na nieustanne rozpatrywanie tego, co było. Ani na zamartwianie się tym, co dopiero może się wydarzyć.
Przemijamy. Zmienia się wszystko wokół nas. I chyba nie ma sensu kurczowo trzymać się tego, co już dawno przestało być nasze.
Może wystarczy przyjąć, że nie wszystko musi być takie, jak kiedyś.
Że my również nie musimy być takie, jak kiedyś.
I że to w porządku.
A Ty? Wracasz często myślami do przeszłości? Roztrząsasz to, co było, czy raczej pozwalasz minionym chwilom pozostać tam, gdzie ich miejsce?
Ja dzisiaj wybieram teraźniejszość.
I chyba właśnie w niej rozsiądę się wygodnie na dłużej.
Z kawą, oczywiście.
Do następnej niedzieli.
