Są zdania, które przelatują przez nas niezauważone. Reklama się kończy, przewijamy dalej i po chwili już nie pamiętamy, czego dotyczyła. A potem trafia się jedno krótkie hasło, które siada obok nas przy porannej kawie i nie chce odejść. Tak właśnie było ze słowami: „Pozwól sobie odczuwać”.

Jakiś czas temu oglądałam reklamę. Nie pamiętam już, czego dotyczyła.
Pamiętam za to jedno zdanie.
„Pozwól sobie odczuwać.”
Zamarłam.
Jak to: pozwól sobie?
Przecież uczucia są częścią nas. Nie trzeba ich zapraszać. Nie trzeba uzyskiwać na nie zgody. Nikt nie ma takiej władzy, żeby powiedzieć:
„Pozwalam ci czuć.”
A jednak to zdanie zostało ze mną na długo.
Bo im dłużej o nim myślałam, tym bardziej docierało do mnie, jak często sama sobie tego pozwolenia nie dawałam.
Ile razy tłumiłam złość, bo nie wypadało powiedzieć, co naprawdę myślę.
Ile razy połykałam rozczarowanie, żeby nie wyjść na niewdzięczną.
Ile razy powstrzymywałam wzruszenie, bo nie chciałam, żeby ktoś uznał mnie za beksę.
Ile razy śmiałam się ciszej, niż miałam ochotę, bo akurat nie wypadało robić tyle zamieszania.
Nie płacz.
Nie przesadzaj.
Nie dramatyzuj.
Nie unoś się.
Nie bądź przewrażliwiona.
Nie okazuj za dużo.
Nie okazuj za mało.
Bądź rozsądna.
Bądź opanowana.
Bądź „jaka trzeba”.
Myślę, że wiele z nas dorastało właśnie pomiędzy tymi wszystkimi „nie”.
Aż w końcu zaczęłyśmy same pilnować swoich emocji.
Przycinać je do rozmiaru akceptowalnego dla innych.
Wygładzać.
Układać.
Chować do kieszeni.
Tylko że uczucia nie znikają dlatego, że przestajemy je okazywać.
Złość nie znika.
Smutek nie znika.
Lęk nie znika.
Radość też nie.
One po prostu szukają innego ujścia.
Czasem zamieniają się w napięcie.
Czasem w zmęczenie.
Czasem w łzy, które pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie.
A czasem w poczucie, że już same nie wiemy, co właściwie czujemy.
Coraz częściej myślę, że dojrzałość nie polega na tym, żeby nad wszystkim panować.
Może polega na tym, żeby zauważać swoje emocje bez oceniania ich.
Powiedzieć sobie:
Tak, jestem wściekła.
Tak, jest mi przykro.
Tak, boję się.
Tak, wzrusza mnie to.
Tak, cieszę się jak dziecko.
I nie dodawać od razu:
„Ale nie powinnam.”
Bo uczucia nie są ani dobre, ani złe.
Po prostu są.
Są informacją.
Są częścią naszego doświadczenia.
Są częścią nas.
I może właśnie dlatego chciałabym dziś powiedzieć coś sobie samej.
I Tobie, jeśli akurat tego potrzebujesz.
Pozwól sobie odczuwać.
Śmiać się głośno.
Płakać, kiedy boli.
Wzruszać się przy piosence, filmie czy szkolnym przedstawieniu.
Przyznać, że coś Cię zezłościło.
Powiedzieć, że czegoś się boisz.
Cieszyć się bez tłumaczenia.
Nawet jeśli czasem uwiera.
Nawet jeśli boli.
Nawet jeśli nie wszystkim będzie z tym wygodnie.
Bo życie przeżywane tylko „odpowiednio” bywa bardzo bezpieczne.
Ale życie przeżywane naprawdę wymaga odwagi.
Odwagi, żeby czuć.

Ja z oddziału leczenia nerwic wyniosłam powiedzenie : Emocje to nie ogórki, nie kisimy ich. 😉