Ministerstwo moralnej paniki Amanda Lee Koe

Ministerstwo moralnej paniki Amanda Lee Koe – recenzja

Dzisiaj miała się pojawić zupełnie inna książka. Jednak recenzja nie zając, nie ucieknie. Chcę ci dzisiaj opowiedzieć o zbiorze opowiadań, które zaczęłam czytać w piątek po południu. I nie mogłam się od niego oderwać. Te historie są inne. Nie wszystkie trafiają w taki sam sposób. Zostają jednak z człowiekiem na dłużej. Jeżeli dodam, że całe tło to współczesny Singapur? Chyba cię zaciekawiłam!

zaczytany weekend

Zbiory opowiadań nie są moją ulubioną „czytelniczą bajką”. Zdecydowanie wolę konkretną fabułę na kilkaset stron. Jednak „Ministerstwo moralnej paniki” Amanda Lee Koe totalnie skusiło mnie tematyką. No, może mniej okładką. Ale po przeczytaniu, jak się nad tym głębiej zastanowić, to jednak i grafika świetnie pasuje. Pora trochę opowiedzieć, o czym to właściwie jest, prawda?

15 opowiadań

Na „Ministerstwo moralnej paniki” Amanda Lee Koe składa się piętnaście opowiadań o kompletnie różnej treści. Punktem spójnym ma być miłość w każdym jej odcieniu. O rany, tych odcieni jest tu o wiele więcej! Kobieta, która przyjechała do Singapuru do pracy z małej wsi, wspomnienia mężczyzny, który prześladował w szkole kolegę z klasy, dziwna przyjaźń dwudziestolatki i sześćdziesięciolatki. Do tego naukowiec prowadzący pralnię czy starzec znajdujący w nietypowym miejscu swoją pierwszą miłość. Na nudę w tych opowiadaniach nie można narzekać. Zresztą, literatura z tego rejonu świata zawsze zaskakiwała mnie swoją „innością”. Tak było, chociażby w „Gdybym miała twoją twarz”

Zobacz pełną recenzję: Operacja plastyczna lekiem na całe zło? Gdybym miała twoją twarz Frances Cha

Ministerstwo moralnej paniki Amanda Lee Koe

Warto dodać, że jest to zbiór opowiadań dla dorosłych czytelników. Jest scena gwałtu, jest też wykorzystywanie i motyw transseksualizmu. To, co niewątpliwie broni tę książkę, to sposób narracji. Subtelny, czasem poetycki, by w kolejnym rozdziale przejść do zupełnie rzeczowego i zorganizowanego. 

Od razu powiem, że to książka dla wymagającego czytelnika. Wiesz, nie są to historie ot, proste, przewidywalne i zwyczajne. Tu wszystko ma swoje drugie, a nawet trzecie dno. Podejrzewam, że nie wychwyciłam wszystkiego, co autorka chciała tak naprawdę przekazać. I, mimo że akcja rozgrywa się w zupełnie innym świecie, z odmiennymi zwyczajami i kulturą, to jednak podskórnie czujesz, że są takie sprawy, które są zwyczajnie takie same. Bez względu na to, czy mieszkasz w Chorzowie, Singapurze czy Los Angeles. 

Szczególnie trafiło do mnie opowiadanie kobiety po pięćdziesiątce, która uległa wypadkowi i w efekcie mocno ucierpiała jej twarz. Mąż wkrótce znalazł sobie inną kobietę, a córka przestała o nią dbać. Opowiada, że były dni, kiedy nie miała siły wychodzić z łóżka, więc…zaczęła spać na ziemi. Twierdziła, że na ziemi również można się wyspać, a wstaje się łatwiej. Padają tam bardzo mocne słowa o roli kobiety w całym mechanizmie społecznym. 

Komu polecam?

Wrażliwcom. Jeżeli lubisz niebanalną literaturę to „Ministerstwo moralnej paniki” Amanda Lee Koe może być bardzo dobrym wyborem. Ostrzegam jednak, bo przekonałam się na własnej skórze, że te opowiadania „wchodzą” bardzo mocno. I mogą się śnić;) 

fot. mycoffeetime.pl

3 Replies to “Ministerstwo moralnej paniki Amanda Lee Koe – recenzja”

Leave a Reply