Powiem ci, tak między nami…#18

Listopad był dla mnie bardzo trudnym miesiącem. Zawodowo nie wszystko układało się po mojej myśli, zdrowotnie było różnie, a i mentalnie, wewnętrznie, miotałam się ogromnie. Wraz z początkiem grudnia, zaczęłam bardziej dogadywać się sama ze sobą (jakkolwiek to zabrzmiało;) A o wiele lepiej już było, kiedy dotarła do mnie jedna z najprostszych prawd.

powiem ci tak miedzy nami

Ciężki jak listopad

Nie lubię tego miesiąca. Zwykle jest dla mnie za ciemny, za długi i za…depresyjny. Tak jak pisałam wyżej, z jednej strony, musiałam nieco zmienić zawodowy kurs. Z drugiej, miałam wrażenie, że absolutnie każdy coś ode mnie wymaga i chce. Na już, na teraz, bo świat się zawali. Jak to ze mną bywa, zaczęłam nakręcać się sama.

Bo powinnam codziennie bawić się z dziećmi i gotować pełnowartościowe obiady. Warto przypilnować Młodą, bo czwarta klasa to nie przelewki. Sprzątałam mieszkanie co dwa dni na błysk, bo wciąż ktoś przychodził, żeby oglądać. Rachunek za codzienne zakupy wzrastał a ja przecierałam oczy ze zdumienia. Miałam ogromne tyły w kursie korektorskim, brakowało mi doby na niego. Przestałam mieć czas dla siebie. Na ćwiczenia czy chociaż medytację brakowało miejsca w zatłoczonej codzienności. I do tego zdrowie szwankowało w najbardziej bolesny sposób. 

Nie umiałam tego wszystkiego nazwać, ale czułam, że wpadłam w spiralę wymagań. I to w dużej mierze własnych. Uwierzysz, że był taki moment, że zastanawiałam się, czy ja w ogóle jestem dostatecznie dobra, by mieć to wszystko co mam?! Dobrze myślisz, wewnętrzny krytyk miał używanie. 

Agnieszko, stop.

Wraz z początkiem grudnia jakoś to wszystko powoli mijało. Więcej rzeczy mi się chciało, zawodowo się wyprostowało i nawet ruszyło ze sprzedażą mieszkania. Jednak podskórnie czułam, że balansuję na emocjonalnej linie. Że to jeszcze nie jest ta stabilizacja, jaką miałam, chociaż kilka miesięcy temu. Zaczęłam przyglądać się bardziej myślom, które krążą mi w głowie. Podczas jednej z wieczornych relaksacji, w końcu coś do mnie dotarło. Kiedy miałam rozluźnić prawą nogę, potem lewą, a potem po kolei całe ciało, w takt dźwięków misy tybetańskiej, pojawiło się stwierdzenie…

Odpierdol się od siebie.

I wiesz, to było to. Ja zwyczajnie za bardzo się spinam. Nie wyobrażam sobie zawalić termin zlecenia, bo dla mnie to świętość. A przecież czasem może się zdarzyć coś, czego nie przeskoczysz. Jestem od wielu spraw i jeszcze więcej biorę na głowę. I jak już coś idzie OK, to w głowie pojawiają się myśli, że zawalasz to i tamto…

Odp… się od siebie.

Jak nie wyjdzie, to trudno. Nie nauczę się za moje dziecko na klasówkę i nic się nie stanie, jak do śniadaniówki dostanie zwykłą kanapkę, a nie pełnowartościową, domową muffinę. Podobnie w domu, nie dam rady ogarnąć wszystkiego, bo to nieosiągalne. Czuję, że muszę dać sobie przyzwolenie na popełnianie błędów, poprawienia korony i pójścia dalej. Że nie wszystko będę robić idealnie, szablonowo. Nie dam rady pisać dziennie mnóstwa tekstów, bo mam swój limit, po którym jestem copy-zombie. Ot i tyle. 

Wracam do siebie

Przedświąteczny czas nie jest łatwy dla nas, kobiet. Jakkolwiek byśmy nie mówiły, że dzielimy się obowiązkami i w ogóle, to i tak większość spoczywa na naszych barkach. Nie daj się jednak zwariować i wpaść w pętlę „bo wypada”, „bo trzeba”, „bo tak zawsze było”. Na ten szalony czas, odwalmy się od siebie. I będzie lżej… 

9 Replies to “Powiem ci, tak między nami…#18”

  1. Brawo, tak to powinno być. Wiesz, miałam to samo poczucie, tyle do zrobienia, ale też odwalam się od siebie i na luzie. Cieszę się, że napisałaś ten post, pomaga, dziękuję. :****

  2. Bardzo dobry wniosek Cię naszedł. Trzymaj się go.
    Ja też mam cięzkie czasy, balansowałam na linie, jak Ty, choc z innych powodów, i już spadałam do studni depresji, lekarka mnie złapała w ostatniej chwili i zapodała leki. A myslałam już, że depresję mam za sobą. A ona wróciła. Coś mi się zdaje, że depresja jest jak alkoholizm, zawsze jest i trzeba byc cały czas uważnym na siebie.

  3. Ja ciebie doskonale rozumiem. Sama ostatnio tak zwolniłam, że aż przegięłam w drugą stronę i rodzina zaczęła się lekko niepokoić. Tomek miał wolne 2 tygodnie więc bez skrupułów zwaliłam na niego większość obowiązków. A sama? No cóż… Zaległam na kanapie i pozwoliłam sobie mieć wywalone. 😀

Leave a Reply