Alergia na lakiery hybrydowe

Alergia na lakiery hybrydowe czyli jak to się u mnie zaczęło…

Alergia na lakiery hybrydowe, czyli popularne hybrydy, to temat, o którym słyszałam, czytałam, ale przez prawie pięć lat stosowania, nic się u mnie nie działo. Jak się okazuje, do czasu. Kiedy poszperałam w internecie w tej sprawie, mogę sobie tylko pogratulować, że u mnie nie było tak źle. Opowiem ci, jak to się u mnie zaczęło…

kosmetyczny wtorek

Alergia na lakiery hybrydowe to wbrew pozorom częste zjawisko. Być może dlatego, że zaczęłam o tym czytać i szukać informacji, okazuje się, że częstsze niż mi się wydawało. Jeżeli cokolwiek budzi twoje obawy, koniecznie ściągnij jak najszybciej lakier, obserwuj a w razie czego, idź do dermatologa. 

Jak to u mnie wyglądało?

Ponad cztery lata stosowania lakierów hybrydowych. Nakładałam je sama, uczyłam się na sobie. Bywało, że odpadały, szczególnie na początku. Z biegiem czasu doszłam jednak do takiej wprawy, że nawet frezarka nie była wyzwaniem. Hybrydy ceniłam za to, że raz pomalowane, były bezproblemowe przez dwa, a nawet trzy tygodnie.

Pierwsze symptomy były niepozorne i zupełnie nie skojarzyłam ich z uczuleniem. Ot, delikatnie zaczęła schodzić mi skórka w miejscu, gdzie opuszek łączy się z paznokciem. Myślałam, że może czymś go uszkodziłam. Czas mijał i to co było na jednym palcu, pojawiło się na kolejnym i jeszcze jednym. Ściągnęłam hybrydy, spiłowałam paznokcie i…nałożyłam ponownie. Wtedy pojawiły się kolejne objawy.

Swędzenie i opuchnięcie. Na następny dzień po nałożeniu hybryd, miałam wrażenie, jakby opuszki palców trochę mi spuchły. Jednak nie było to jakieś spektakularne, raczej…bardziej wyczuwalne niż możliwe do zobaczenia. Kolejny symptom to delikatne swędzenie w okolicach paznokci. Oczywiście hybrydy ściągnęłam najdelikatniej jak się dało, unikając spotkania z acetonem. To tylko mogłoby pogorszyć stan alergiczny. 

Przez dwa tygodnie odżywiałam

Po ściągnięciu wszystko się uspokoiło. Wyszłam z założenia, że paznokciom przyda się odżywianie. Kupiłam więc odżywkę i zgodnie z zaleceniami producenta, nakładałam codziennie nowe warstwy. Do tego olejek do skórek i paznokci i krem na noc. Wiesz, jak się naprawdę przestraszyłam i postanowiłam zrobić wszystko, aby stan paznokci wrócił do normalności. A potem całą tę pracę zaprzepaściłam.

Spróbujmy jeszcze raz

Teraz jestem już na tyle mądra, że wiem jedno – po pojawieniu się uczulenia na hybrydy, z nałożeniem ich musisz poczekać przynajmniej pół roku. Ja wytrzymałam dwa tygodnie. Kupiłam nową bazę oraz lakiery, bo przy szukaniu winnych, brałam pod uwagę wadliwość kosmetyków. Nałożyłam i na początku wszystko było OK. Na drugi dzień jednak przyszło uporczywe swędzenie w okolicach paznokcia. Wiedziałam, że nie ma na co czekać i błyskawicznie ściągnęłam hybrydy.

Alergia na lakiery hybrydowe – szukam winnych

Długo zastanawiałam się, dlaczego coś takiego pojawiło się u mnie. Nie miałam nowych lakierów. Korzystam z Semilac, Neonail, Niqui. Czyli same topowe marki, nie jakieś podejrzane produkty z Alliexpess. Być może wina może leżeć po stronie terminu przydatności. Ostatnia baza, jaką używałam, została kupiona na początku tego roku, otworzona jednak dopiero koło września. Jednak przez tyle lat używania nic się nie działo. Ba, nawet jak eksperymentowałam z innymi firmami, jak chociażby z lakierami z Clavier, to wszystko było OK.

Zobacz: Lakiery hybrydowe z Clavier – pora na wakacyjny mani!

Być może coś się zmieniło nieznacznie w składzie produktu i ta błahostka właśnie mogła mnie uczulić. To również jest jak najbardziej prawdopodobne. W kwestii nakładania kosmetyku już dawno minęłam zalewanie skórek, więc to raczej nie wina bezpośredniej styczności lakieru i skóry wokół paznokcia.

Miałam dużo szczęścia

Kiedy wpisałam „alergia na lakiery hybrydowe”, w Google wyskoczyło mi bardzo dużo historii dziewczyn opowiadających mniej więcej taką samą historię. Zaczęło się od pękania skóry wokół opuszka palca i uporczywego swędzenia. (skądś to znam, przeżyłam na własnej skórze) Potem było już tylko gorzej. U jednych dochodziło do rozwarstwienia płytki paznokcia, inne przez wiele miesięcy leczyły wciąż łuszczące się palce. Jeszcze inne borykały się z bolesnymi plamami na całym ciele. Podsumowując, miałam niebywałe szczęście, że u mnie skończyło się tylko na swędzeniu.

Jeśli nie hybrydy to co?

Alergia na lakiery hybrydowe sprawiła, że mocno zainteresowałam się tematem składów. I jak możesz się domyślić, prędko nie wrócę do hybryd. Z jednej strony nie chcę eksperymentować na samej sobie, zwłaszcza że jakiś składnik mocno mnie uczula. Z drugiej, może i tu warto poszukać czegoś bardziej…naturalnego?

Wiele z topowych marek oferujących lakiery hybrydowe ma w swojej gamie również lakiery „po uczuleniu”. Jeżeli wierzyć opisom, skład tych kosmetyków jest na tyle bezpieczny, że nie powinny powodować żadnych negatywnych skutków. Powinny. Chyba jednak zraziłam się już na tyle, że odpuszczę sobie hybrydy całkowicie. Nie mówiąc już o żelach, bo to zupełnie nie wchodzi w rachubę. 

Lubię jednak mieć zadbane paznokcie i to nie tylko muśnięte odżywką. W moim czysto subiektywnym odczuciu, paznokcie zadbane, to pomalowane. Zaczęłam rozglądać się więc po ofertach lakierów z możliwie najbardziej naturalnym składem, bez najbardziej niebezpiecznych substancji. Znalazłam takie, które mnie najbardziej przekonały i…jestem w fazie testów. Możesz być pewna, że opowiem ci o nich! 

9 Replies to “Alergia na lakiery hybrydowe czyli jak to się u mnie zaczęło…”

  1. Parę lat bawiłam się w paznokcie żelowe później hybrydy. Z perspektywy czasu nie wróciłabym do tego już. Zbyt dużo naoglądałam się zniszczonych paznokci klientek. Oczywiście zniszczonych samodzielnie przy zdejmowaniu Zdrapywaniu lakierów i żeli.

  2. No niestety tak to już jest ja podziwiam dziewczyny które przez kilka lat notorycznie nakładają hybrydy przecież płytka wtedy nie oddycha i tworzą się grzyby

Leave a Reply