Dziewczyna o szklanych stopach Ali Shaw

Bardzo lubię prozę jaką prezentuje Haruki Murakami. Uwielbiam te surrealistyczne, ale jakże sprawnie nakreślone historie, które koniec końców mają w sumie sens. Kiedy więc zobaczyłam na okładce tekst „Magiczna love story dla wielbicieli Murakamiego” musiałam po nią sięgnąć. I to nie dla love story. Jak wyszło? Czytajcie dalej!

Z pewnym zdziwieniem stwierdziłam, że na blogu nie pojawiła się jeszcze ani jedna książka Murakamiego. Przeczytałam wszak ich już trochę. Po głębszym zastanowieniu zrozumiałam, dlaczego tego nie zrobiłam. To autor z gatunku tych niezrozumiale specyficznych. Albo przyjmujesz jego opowieści bezrefleksyjnie i takie jakim są, albo wchodzisz w dyskusję i w końcu sfrustrowana rzucasz książkę w kąt. Ja jestem z tych pierwszych, każdą z jego publikacji jaką miałam w rękach czytałam z ciekawością i przyjemnością. Ale do rzeczy. Czas wrócić do „Dziewczyny o szklanych stopach

O czym jest ta książka?

Gdzieś w środku mroźnych wysp, gdzie ludzie rzadko przyjeżdżają a już z pewnością uciekają stamtąd na kontynent, mieszka Midas. Jest zamkniętym w sobie fotografem, który traktuje aparat jako najlepszy kontakt ze światem zewnętrznym. Ma dobrego przyjaciela, u którego dorabia jako dostawca w kwiaciarni.

Pewnego dnia, podczas spaceru w mroźny dzień, nikłe światło zaprowadza go wprost do siedzącej w lesie dziewczyny. Wygląda pięknie, choć nieco rachitycznie, a komizmu dodają jej przesadnie wielkie buty, w których usiłuje się nieporadnie poruszać. To Ida – główna bohaterka. Jak zapewne się domyślacie, to ona ma tytułowe szklane stopy. W międzyczasie poznajemy również historię rodziców Idy oraz Midasa, a także ekscentrycznego naukowca, mieszkającego na odludnych bagnach i opiekującego się dziwnymi małymi bykami ze skrzydłami.

Dziewczyna o szklanych stopach Moja ocena 3/10

Jeżeli wierzyć okładce, to debiut literacki tego autora, nominowany do prestiżowej nagrody. Aż poszperałam w internetach, żeby zobaczyć co to za wyróżnienie. Powieść ta zyskała miano wydarzenia sezonu przez prestiżowe wydawnictwo Atlantic Books – odkrywcę wielkich talentów literackich nominowanych do Book Prize. Tak. To chyba się jednak nie znam na literaturze.

Nie mam nic przeciwko temu, aby w opowieściach działy się rzeczy surrealistyczne i dziwne. Lubię postaci przerysowane i z charakterem. Daję się porwać nawet takiej sytuacji, w której bohaterka nagle odkrywa, że jest chora i tak  naprawdę nikt nie wie kiedy i dlaczego zamienia się w szkło. Ba, nawet latające małe byczki mnie nie zraziły. Ale niech to do jasnej ciasnej będzie spięte jakąś spójną klamrą. Niech choć jeden wątek będzie poprowadzony w możliwie zjadliwy sposób.

Czytając tą opowieść miałam wrażenie, że autor rozpoczął kilka wątków, chciał je w zgrabny sposób powiązać ale…wyszło niespecjalnie. Przyznam, że im dłużej myślę o tej książce tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zabrakło w niej najważniejszego – zgrabnie powiązanej fabuły.

I wiecie, poczytałam kilka recenzji na blogach i na portalu lubimyczytać. Ta opowieść jest ponoć dla wrażliwych duchowo i estetycznie. „Ta powieść jest jak rzadka orchidea – piękna i ekscentryczna.” – ja bym tu jeszcze dodała…i bez sensu.

Komu polecam? Tym razem chyba nikomu. Nie ma tu ani pięknego języka, ani zgrabnych metafor. Czytało się kiepsko i kilka razy miałam ochotę odłożyć ją na półkę. Także dzisiaj, ku przestrodze 😉

14 komentarzy

  1. Jak widać, nie trzeba wielkiego talentu, by zostać nominowanym do prestiżowej nagrody. To przykre. Po książkę na pewno nie sięgnę.

    • Zaskoczyłaś mnie recenzją. Wprawdzie nie czytałam nic tego autora. Za to czytałam kilka recenzji innych jego książek, raczej pozytywnych. Klimaty w jakich porusza się autor są mi bliskie. Zapoznanie z jego twórczością rozpcznę od innego tytułu.

  2. Wciąż nie mogę zrozumieć jak można polecać kolejne książki tekstami w stylu „drugi Murakami” czy „nowe wcielenie G.R.R Martina”, skoro obaj autorzy są arcyunikatowi i naprawdę bardzo trudno sobie wyobrazić, że wielbiciel prozy, któregoś z nich nie dopatrzy się niedoróbek. W dodatku o książce debiutanta co jeszcze bardziej niepokoi.
    Jeśli chodzi o nominację do nagrody, to nie przejmuj się – ja też najwyraźniej nie znam się na literaturze! Zawsze w tym momencie przypominam sobie „Fatum i furię” pani Groff, książkę nominowaną do kilku nagród, polecaną przez Baracka Obamę, a ja po prostu nie dałam jej rady. Prawie nigdy nie odpuszczam książki w połowie, ale ta mnie wykończyła, była dla mnie kompletnie niejadalna, stanęła mi gardle niczym ość karpia. I chociaż bardzo się starałam to do dziś nie widzę w niej nic zasługującego na nagrodę. 😛
    Od samej książki będę trzymać się z daleka. Wiem, że wiele osób toleruje książki bez sensownej fabuły, ale ja to akceptuję tylko w naukowych/popularnonaukowych.

    • Haha, dzięki za ostrzeżenie, nie będę nawet tykać Fatum i furii 😀 Czytałam kiedyś książkę polecaną przez Obamów, Kolej podziemna. Nie była zła ale… nie przesadzałabym z peanami pochwalnymi. Ale jak już słusznie zauważyłaś u siebie na blogu, nie warto sugerować się tylko i wyłącznie rekomendacją znanej osoby na okładce danej książki…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.